O braciach.    (Dalszy ciąg historii Rodziny Jana Orszulaka)

 

Było nas trzech: Jerzy, Henryk i Zdzisław. Najstarszy Jurek urodził się w 1926r, średni Heniek w 1928, a ja dopiero w 1934. O sobie piszę w innej części wspomnień, to teraz trochę o starszych braciach.

Obaj urodzili się w Łodzi na ul. Sanockiej 7 (w lewo na parterze). Na Sanockiej, Krakusa i innych okolicznych uliczkach mieszkało wielu Orszulaków w tym siostra ojca Maria. Większość miała dzieci w wieku braci, tak, że mieli, z kim się bawić. Trudność polegała jedynie na tym, że były to tylko zabawy podwórkowe w berka, puszczanie łódeczek z papieru po płynących rynsztokami nieczystościach lub bieganie po polu z „bobą”. Boba – tak ją nazywaliśmy – to w odpowiedni sposób złożony kawał przyciętego papieru, uwiązany na nici lub szpagacie. Posiadała też doczepiony ogon z kokardkami. Było to coś w rodzaju dzisiejszego latawca tylko bez drewnianych pręcików.

Gdy bracia podrośli to poszli do nowo wybudowanej szkoły Nr 42 Im. Stanisława Staszica na ul Przyszkole nr. 42.

 


To właśnie ta szkoła. U góry zdjęcie wykonane przed wojną od strony frontowej. Na dole współczesne, wykonane od strony boiska szkolnego.

Jurek zdążył ją skończyć (7 klas) w roku napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę. Heniek natomiast jeszcze po wojnie musiał kończyć dwie klasy. W 1945r. mieli odpowiednio 19 i 17 lat. To już kawalerka.
Muszę wyjaśnić, że w roku 1936 przeprowadziła się nasza rodzina z ulicy Sanockiej na ul. Wiosenną 22a, do nowo wybudowanego domu. Rodzinie się polepszyło, ale wpadli w długi.
Jurek w czasach szkolnych należał do harcerstwa (wtedy Skautów). Krótko po wkroczeniu Niemców do Łodzi doszło do napaści młodych niemczaków na Jurka. Szliśmy obaj z mamą ulicą Pabianicką, gdy kilku z nich podbiegło do Jurka zerwali mu Krzyż Harcerski z munduru i pobili po twarzy wykrzykując przy tym obelżywe słowa o Polakach.

Pierwszy rok czy dwa wojny bracia przesiedzieli w domu zbijając bąki (takie powiedzonko regionalne). Tak miało większość dzieciaków. Szkoły pozamykane pracy dla takich młodych nie ma. Dopiero w 1942 lub 43 roku udaje się Jurkowi rozpocząć pracę w tartaku na ul. Jerzego. Trwa to jednak krótko, bo w czasie jakiejś łapanki ulicznej zostaje wraz z innymi przechodniami zatrzymany i osadzony na ul. Anstadta w siedzibie Gestapo. Obecnie znajduje się tam szkoła Liceum i Gimnazjum.
Wywieziony zostaje do Niemiec (pod Poznań) na roboty przymusowe, ale jako słabowity na zdrowiu wraca po trzech czy czterech miesiącach. Zaczyna pracować w zakładach włókienniczych „U Walczaka” na ul Wólczańskiej razem z ojcem i mamą. Pracują razem aż do zakończenia wojny.

 

„U Walczaka”. Po lewej stronie jeden z pałacyków fabrykanta.

 

Po jej zakończeniu uczył się dalej w Szkole Wieczorowej by uzyskać świadectwo dojrzałości - Maturę. Otrzymuje też pracę w fabryce „Fonika” na ul. Wróblewskiego. Produkowano tam wówczas radioodbiorniki, adaptery i inne urządzenia elektryczne. Służbę wojskową odbywał w Kętrzynie, służąc w kompani łączności WOP-u. 21.12.1951 roku zawiera związek małżeński z panną Sass Teresą. Zamieszkują u jej rodziców na ul Kilińskiego 28.


Heniek po ukończeniu szkoły podstawowej od razu zaczyna uczyć się dalej na wieczorówce by zdać maturę. Dostaje się też do pracy w zakładach włókienniczych „Geyera” przemianowanych po wojnie na „Eskimo”.

Mając 20 lat, pod koniec 1948 roku żeni się z panną Leokadią Kapicą. Zamieszkują u jej rodziców na ul. Pryncypalnej. W 1949 r. zostaje powołany do wojska, a z jednostki skierowany do Szkoły Oficerskiej KBW. Po jej ukończeniu ze względu na rodzinę rozpoczyna pracę w Łodzi.

Ja w tych powojennych latach uczciwie uczęszczam do szkoły (tej samej, co bracia). W głowie mi była tylko nauka!!  i zabawy z kolegami, a gdy podrosłem to i z koleżankami.

   


















Z Włodarczykami                             Jakieś dziewczyny


Pod koniec 1950 roku umiera nasza babcia Stefania, która mieszkała razem z nami z tym, że w oddzielnym pokoju i z oddzielnym wejściem. Do niego to przeprowadza się mama razem ze mną i z Jurkiem. Ale Jurek w tym czasie (miał już 24 lata) mało tam przebywał, bo miał już panienkę prawie narzeczoną.

Do pokoi gdzie mieszkaliśmy wprowadza się brat Heniek wraz z całą rodziną. W tym czasie mają już córkę Halinę, która urodziła się w 1949 roku a w 1952 rodzi im się syn Mirosław.

 



 

Lodzia w oknie naszego okna  

 

 

 

 

 

 

 


              


Ja w tymże roku 1952 kończę Szkołę Zawodową i wyjeżdżam do Szkoły Oficerskiej WOP w Kętrzynie. Po jej ukończeniu dostaję skierowanie do pracy na zachodniej granicy. Na tzw. Dziki Zachód inaczej Ziemie Odzyskane. Oczywiście, co roku odwiedzam mamę, która tam mieszka i braci. W 1955r. wraz z przyszłą żoną odwiedzamy rodzinę zapraszając ich na nasze wesele. Wykonujemy też przy okazji kilka pamiątkowych zdjęć.

 
















      

 
                                    Na łące naprzeciw domu                                   Z dziećmi brata w ogrodzie.


Odwiedzamy ich także będąc już po ślubie i robiąc zdjęcie z bratową i kilka innych w pobliżu domu. W roku 1957 lub 58 otrzymują nowe mieszkanie z wygodami na ul Wierzbowej 1 (podłoga z klepki) i przeprowadzają się do niego.

 

 



Na ich miejsce wprowadza się Jurek z żoną i córką Katarzyną, która urodziła się w 1954r. Jurek początkowo pracuje w fabryce, ale postanawia rozpocząć samodzielną działalność gospodarczą. Zaczyna od zakupu maszyn (2) i produkcji pończoch wykorzystując do tego celu zabudowania gospodarcze. Z czasem zaczyna też hodować pieczarki poza Łodzią /wieś Borchówka – powyżej Nowosolnej/ i dostarczać je do sklepów i zakładów gastronomicznych.

Modernizuje też w tym czasie domek. Dobudowuje sporą werandę, w której umieszcza kuchnię, zakłada centralne ogrzewanie i dokonuje innych ulepszeń.

         Nasze rodzinne gniazdo jest często odwiedzane przez nas, całą rodzinę ze strony mamy (Cyganowie, Orszulacy) i przyjaciół gospodarzy.

 


 Na zdjęciu: Jurek, Teresa, wujek Stachu Cygan, Bronka Cygan (Fornalczyk/Kaczmarek), Maria Grzewińska (Cygan) córka dziadka z pierwszego małżeństwa, mama Danusi Józefa Cygan, nasza mama Helena. 
Kucają: Danusia i ktoś nieznany. Także z tyłu nie wiemy, kto to.

 



 Na zdjęciu: siedzi Piotr Cygan, stoi Cygan Marzenka z jakimś dzieckiem na ręku, obok Teresa z Katarzyną, mama Cygan Józefa z Markiem, poniżej nieznany chłopczyk, obok Danusia z Krzysztofem, Bronia z Iwonką i Grażynką./ Kaczmarek/.

 

Jak widać na zdjęciach odbywały się tam organizowane przez bratową i brata wesołe imprezki ze śpiewami opowiadaniem dowcipów a niekiedy i tańcami? Zdarzało się też odprowadzanie nas przez gospodarzy aż do rogu ulicy Wiosennej i Zaolziańskiej z tzw. rozchodniaczkiem. Pobyt był tam zawsze przyjemny, było najczęściej ładnie, wiosennie jak to za miastem na świeżym powietrzu.

Ale rozpoczynają się też kłopoty. Mama, która od jakiegoś czasu choruje na nogi, postanawia przenieść się do swojej samotnej młodszej siostry Bronisławy. Po wspólnym uzgodnieniu, bracia przeprowadzają mamę na ul Sukienniczą 1 m 50 do siostry Kaczmarek (z domu Cygan po pierwszym mężu Fornaklczyk). Zaopatrują ją również w wózek inwalidzki i inne potrzebne przedmioty.

Mając do dyspozycji wolny pokój opuszczony przez mamę zagospodarowują go przekształcając w sypialnię. Ale już krótko tam mieszkają, bo w roku 1974 otrzymują mieszkanie spółdzielcze w blokach na ul. Lokatorskiej. Wtedy takie mieszkanie z wszelkimi wygodami to był rarytas. Każdy o tym marzył.

Ja w tym czasie mieszkam dalej poza Łodzią, ale o wszystkim informują mnie bracia listownie. Postanawiamy sprzedać domek gdyż nie ma chętnego z rodziny by tam zamieszkać. I tak się staje. Rodzinne gniazdo Jana i Heleny (Cygan) Orszulaków przechodzi w obce ręce.

O późniejszych dziejach braci w innym opowiadaniu.

                                                                                                       Łódz 2.02.2007r.




statystyka







STRONY DOMOWE i RODZINNE - GENEALOGIA

Katalog Stron www
Jesteś 15217 odwiedzającyodwiedzającym tą stronę
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=